0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Nowy Rok to wcale nie czas na nowe postanowienia, albo na odświeżanie tych starych, których nie udało Nam się zrealizować w mijającym roku. Wcale nie musisz czekać do magicznego 1go stycznia aby w swoim życiu zacząć wprowadzać zmiany.

Rzucasz palenie? Masz zamiar schudnąć? Przestać być dupkiem/zołzą? Itd… Zacznij od dziś, brzmi to jak ironia zwracając uwagę, że wpis ląduje do publikacji akurat pierwszego stycznia 2017 roku, ale to zwykły przypadek.

Zawsze, każdego roku staram się dokonać pewnego podsumowania, tego co wydarzyło się przez rok. Czasem udaje mi się dokonać tego przed Sylwestrem, czasem tak jak dzisiaj robię to już w styczniu, a więc u progunowego otwarcia” . 

Pierwsza początkowa rada, Nowy Rok to nie kolejne 365 dni do zmarnowania. Możesz zmarnować ich 364, ale dopilnuj żeby ten chociaż jeden magiczny dzień w roku coś znaczył! Dokonaj czegoś, co sprawi, że na samą myśl o tym uśmiechniesz się. Ten jeden dzień da Ci pewną „moc”, ta pewność, że czegoś dokonałeś.

Niezależnie od tego czy to początek, środek, czy koniec czegoś, w tym przypadku początek Nowego Roku, trzeba zapamiętać aby cały czas być sobą i kierować się niezmiennie tymi samymi zasadami, ale i jednocześnie traktować cały ten cykl jako czas na naukę.

W Nowym Roku pamiętaj by czerpać z tego, co wydarzyło się w Twoim życiu. Czerpać z tego co wpływało i wpływa nadal na Twoje życie. Kształtuj, bądź staraj się je kształtować, aby wyglądało tak jak chcesz.

Moje 366 dni roku 2016, to nie są zmarnowane dni, a przynajmniej nie wszystkie. Co-najmniej jeden dzień zmarnowałam na rozmyślaniach na temat przyszłości, kolejny na temat tego co się już zdarzyło. Pół dnia myślałam o tym, co zrobiłabym inaczej. Trzy dni uzbierałyby się z marudzeń, bardzo skromnie się przyznając, bo marudzi każdy z Nas. Marudzimy bo mamy ku temu powód, bo zdenerwował Cię kierowca jadący przed Tobą. Koleżanka, kolega, człowiek z pracy udzielił Ci „dobrej rady”, która dała Ci powód by znów pomarudzić za plecami całej tej zgrai.
Parę dni uzbiera się ze zmarnowanych chwil na zabawę, ale czy zabawę można uznać za marnotrawstwo?

Nie warto rozmyślać nad czasem zmarnowanym, jeżeli nie zmarnowało się całego dostępnego zasobu czasowego .

Główną lekcją jaką dostałam od roku 2016-go jest to , że nic ludzi tak bardzo nie denerwuje jak ludzki uśmiech. Jeżeli myślisz, że zdenerwujesz kogoś smutną miną, to postaraj się uśmiechać, gdy inni sądzą, że nie masz ku temu powodu. Dopiero wtedy zobaczysz jaki zamęt Twoje zachowanie sieje w innych. Jakie pytania pojawiają się w ich głowach,a  są zdumiewające, ale najczęstszym i najprostszym pytaniem jest to dlaczego uśmiech nie znika z Twojej twarzy.

Dzisiaj na nie odpowiem, bo to ja jestem tym denerwującym człowiekiem, który uśmiecha się każdego dnia, a przynajmniej staram się uśmiechać codziennie. I nie, nie robię tego by denerwować, robię to dla siebie, bo gdy człowiek stara się widzieć wszystko w pozytywach, zaczyna uśmiechać się bez powodu najpierw po troszeczku, to później uczy się, że wcale nie potrzebuje konkretnego powodu aby się uśmiechać. Wtedy powodem staje się to, że w ciągu dnia nie zdarzyło się nic przykrego, że nikt Cię nie zdenerwował. Nie musiało zdarzyć się nic ekscytująco dobrego, bo sam fakt, że nic złego nie miało miejsca jest wystarczający do tego, żebyś i w środku się uśmiechał, tak jak robię to ja.

Każdego dnia staram się wstać z pozytywnym nastawieniem. Wystarczy mi to, że jestem zdrowa, że ludzie których kocham są i że mają się dobrze. Że w moim życiu są ludzie warci uwagi, dla których liczy się coś więcej niż dla tej całej „hałastry” biorącej udział w wyścigu szczurów. Uśmiecham się w połowie dnia, bo nic złego się nie zdarzyło. Wiem, że pomyślicie sobie ile też mogę wiedzieć o życiu, o powodach do zwykłej radości, ale mimo dość młodego wieku (ale już nie tak bardzo :P) wiem zdumiewająco dużo o złych rzeczach, które zdarzają się ludziom. To właśnie one ukształtowały mnie, mój charakter. To właśnie dzięki nim wiem, że każdy dzień w którym One nie mają miejsca są dniami wartymi uśmiechu, bo nigdy nie wiemy ile jeszcze okazji przed Nami aby komuś okazać zwykłe ludzkie ciepło kryjące się za zwykłym niewymuszonym uśmiechem. 

Gdy zaczynasz małymi krokami cieszyć się wszystkim co Cię otacza, przestajesz gonić za ulotnym, przestajesz marudzić z powodu niespełnionych wygórowanych wymagań. Przestajesz wybijać siebie od środka, bo uśmiechając się swoim wnętrzem pozwalasz sobie na rozkwit. Pozwalasz sobie na dostrzeganie małych rzeczy i jeszcze mniejszych gestów i nawet się nie spostrzeżesz, kiedy zaczniesz dostrzegać i cieszyć się z tych wszystkich małych rzeczy, a być może i Twój uśmiech sprawi,  że ten jeden z 365 dni, nie będzie dla kogoś dniem zmarnowanym.