0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Proces dorastania możesz uznać za zakończony, jeżeli patrząc na siebie parę lat wstecz, stwierdzasz bez jakichkolwiek wątpliwości, że umiesz zachować się jak kretyn/-ka. Jeżeli w retrospekcji różnych zdarzeń uznasz, że wiele rzeczy można było zrobić inaczej, zachować się inaczej, czy, że Twój największy wróg z przed 5 lat wcale nie był Twoim wrogiem,a jedynie nie potrafiliście znaleźć środka, w którym się spotkacie, to wiedz, że wszystko z Tobą ok-ej :D.

To nie wstyd przyznać się do tego, że popełniamy błędy. Czy to dziś, wczoraj, czy lata temu. I nie ważne jak bardzo będziemy się starać jutro i za miesiąc i za 2 lata też będziemy je popełniać. Świadomość Naszych słabości jest Naszą siłą. Zabawne, czyż nie?! Powiadają, że nie ważne ile razy upadamy, ale to w jaki sposób wstajemy, no i czy w ogóle wstajemy… a wiadomo, że z tym bywa różnie.

Dorosłeś, kiedy umiesz się przyznać do upadku, przecież, to nic strasznego, ale kiedy unikasz konfrontacji z rzeczywistością, to wiedz, że nadal jesteś dzieckiem. Niezależnie od tego ile masz lat…

Uczą Nas walczyć o swoje lecz czasem zapominają Nam powiedzieć, że przemilczenie też może być formą walki. Z biegiem czasu dochodzisz do wniosku, że nie warto jest się wykłócać, oględnie mówiąc, z debilami. Gdy ktoś Cię obraża, żartuje z Ciebie, to nie rzucasz mu riposty, po prostu, po cichu się wycofujesz… Nie wiem jak Was, ale mnie Mama uczyła, że z głupim nie wygrasz . I to jest fakt! Także szkoda Twoich nerwów, szkoda gorzkich słów i co najważniejsze szkoda Twojego zdrowia. Każdy „zawodowy” choleryk to potwierdzi, złość wpływa na Twoje zdrowie w negatywny sposób. Uwierz w to co piszę, bo poniekąd sama czasem potrafię być cholerykiem. Zagotuje się niczym czajnik wrzącej do czerwoności wody…ale staram się powoli upuszczać parę, zamiast kipieć na piecyku…

Sęk w tym żeby zdawać sobie z tego sprawę i nad tym pracować i daję słowo, że warto. Zapytana o to, czy patrząc wstecz widzę siebie odpowiem i tak i nie. Bo nie widzę tam swojego odbicia, nie jestem tą samą osobą, więc to nie ja, ale to też i ja, młodsza, głupsza o parę życiowych doświadczeń. Zapatrzona w przyszłość stara wersja mnie, z planami, schematami i kompletnym brakiem świadomości na temat niezależności. Dzisiaj nie patrzę już w przyszłość, tak marzę co mogłoby być, ale się na tym nie skupiam. Dziś ważne jest to co jest, to czego się nauczyłam i co osiągnęłam. Dzisiaj jestem niezależna, niczego łapczywie nie pragnę. Uda się, to się uda, a jak nie to mówi się trudno. To, że do czegoś się przyznaje nie daje Ci nade mną przewagi, daje Ci po prostu informacje, a to co z nimi zrobisz, jak postąpisz da mi świadomość tego, kim jesteś.

To, że wiem czego chcę i nie osiągam tego na siłę, daje mi pewność, że to co robię ze swoim życiem w tym momencie może ze spokojem zaświadczyć o mojej dojrzałości. Bez skrupułów mogę powiedzieć: tak kocham siebie i mimo tego tak jestem sama. Czy przeszkadza mi to? Czy chcę aby tak było nadal? Odpowiadam dwa razy nie i to z uśmiechem na twarzy. Gdybym parę lat wstecz nie wybrała Siebie, to dzisiaj by mnie tu nie było. Nadal tkwiłabym w czymś na rodzaj związku. Nieszczęśliwa, smutna. Byłabym najlepszą aktorką, bo nie pozwoliłabym aby ktokolwiek wiedział o moim smutku, bo nie chciałabym się przyznać, że jednak się myliłam. A jednak myliłam się, wybierając Siebie wybrałam najlepszą możliwą drogę. Samotną, ale szczęśliwą. Nauczyłam się, że nic na siłę nie jest warte najmniejszego wysiłku i wcale nie chodzi o to, że stałam się wybredna, teraz wiem, że aby móc stwierdzić, że dobrze trafiłam muszą zagrać trzy ważne elementy.

A i jeżeli umysł zbyt głośno kłóci się z sercem, to daj sobie spokój, dojrzyj do tego, żeby wybrać i mądrze i „spontanicznie” zarazem, a jeżeli coś jest niejasne, to pora zabrać zabawki z piaskownicy.