0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

…Być odbiciem swoich przeżyć,a nie więźniem przeszłości…

Im szybciej zdasz sobie sprawę z tego, że nie masz absolutnie żadnego wpływu na to co dzieje się w Twoim życiu, tym lepiej będziesz sobie radzić z tym co Cię spotyka.

My człowieczki mamy wpływ jedynie na to, jak zareagujemy na to co Nam się przydarza. I albo nauczymy się sobie z tym radzić, albo będziemy popadać w coraz to większą apatię, niezadowolenie, a nawet stany depresyjne.

Wiem, że być może rada od „laski”, która ma zaledwie ( albo i aż) 26 lat może nie być brana na poważnie. Mimo młodego wieku przerobiłam parę „ciekawych” historii w swoim życiu, które zaczęły się stanowczo za szybko, które wymusiły w małej dziewczynce szybsze dorastanie, bycie odpowiedzialną, bycie ponad wiekiem, który akurat wybijał licznik.

Gdybym kiedyś wiedziała, że nic co zrobię,czy  pomyślę nie będzie w wstanie zmienić tego, co już się wydarzyło, albo nie będzie miało wpływu na to, co nastąpi, miałabym dużo przyjemniejsze i delikatniejsze czasy dojrzewania i kształtowania osobowości.

Utyskiwanie- to chyba najlepsze stwierdzenie określające pewną część mnie z lat ubiegłych. Branie zbyt dużo na małe barki nie uratuje ani Świata, ani nawet małego grona kontaktów społecznych.

Czy popełniałam w życiu błędy? Jasne i to niezliczoną ilość błędów.
Czy obrażałam ludzi? Aż strach pomyśleć ilu można by zliczyć.
Czy niepotrzebnie unosiłam się dumą? Żeby  to się zdarzyło tylko raz- aż wstyd się przyznać przed samą sobą.
Czy obrażałam się? Pewnie!

Robiłam wiele rzeczy, które w danym momencie wydawały się być idealną reakcją na otaczającą mnie sytuacje. W tych momentach ani razu nie pomyślałam, że robię coś nieodpowiedniego. Czy robię takie rzeczy i będę robić? Jasne, bo to ludzkie! Zdaje sobie z tego sprawę i przyznaje się bez bicia.

Dzisiaj zdaję sobie również sprawę z tego, że mogę jedynie reagować na to co się dzieje, że nie jestem w stanie niczego zatrzymać, że pewne rzeczy dzieją się bez Naszego udziału i wpływu.

Mogę się albo złościć na to co mi się przytrafia, albo mogę się z tym pogodzić i poszukać rozwiązania.

Najgorszym nauczycielem jest ból, ale na nim uczymy się najpilniej. Ból jest tym, co testuje Nas najbardziej. Mogłam się skupiać na nim, albo przekuć cierpienie w coś konstruktywnego. Ból badał moje granice wytrzymałości, a ja się z tego uczyłam. Uczyłam się, że miewam załamania, że czasem wydaje się, że gorzej być nie może, że wysiadam,a później okazywało się, że może być gorzej, ale i to przetrwałam.

Cierpienie uczy Nas się uśmiechać, jest siłą napędową do wytwarzania wewnętrznego ciepła. Prawdziwy fizyczny ból pokazuje, że dla istoty ludzkiej nie ma rzeczy niemożliwych, bo ujarzmiając to, co dzieje się w głowie podczas całego tego „wysiłku” uświadamiamy sobie, że nic nie jest w stanie Nas ograniczyć, chyba, że sami na to pozwolimy.

…przekuwaj doświadczenia w siłę i patrz na Siebie i swoją drogę z dumą.