0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Dziś na smutno, więc zapinaj pasy albo zmień autobus. Od dawien dawna nie zwykłam ubolewać nad sobą we wpisach,przeważnie staram się aby miały uniwersalny język i bardziej optymistyczny- jednak nie dzisiaj.

Jestem w takim punkcie gdzie wszystko mnie przerasta, gdy mam wszystkiego dosyć. Gdy mam dość bólu, który jest moim nieszczęsnym towarzyszem od dwóch miesięcy. Mam dość walki z nim, walki z samą sobą i walki o swoje- prawa, przywileje i uczucia. W jednym czasie nawarstwiło się zbyt wiele, a tamę sforsował powrót bólu, który przez kilka dni był znikomy. Dni te były dla mnie radosnymi, zważywszy na okoliczności , pełnymi nadziei i widocznych efektów powrotu do zdrowia. Ja sama przyzwyczajona do bólu przestałam na niego zwracać uwagę, nie był uciążliwym towarzyszem. Był  jak irytująca koleżanka gdacząca nad uchem, którą z biegiem czasu uczysz się ignorować. W tych dniach umiałam się uśmiechnąć szczerze, cieszyłam się z małych chwil. Dni te, to dni, kiedy zniknęła cała ciemność myśli, jednak wraz z powrotem absorbującego, konsumującego wręcz mnie bólu, powróciła  i apatia. Nadzieja, to słowo, które przestało mieć swoje znaczenie. Właśnie w takim momencie się teraz znajduje, gdy przytłacza mnie to wszystko. Gdy nie wiem ile jeszcze we mnie siły do zdzierżenia fizycznego bólu, który nie powie ile jeszcze łez wyciśnie z moich oczu, ile razy zmusi mnie do zaciskania pięści, chwytania się czegokolwiek naokoło.

Przeraża mnie moja bezradność, bo wiem, że z tym nie jestem w stanie nic zrobić. Jest to ten element poza moim wpływem. Mogę jedynie przeżywać to w zaciszu, schowana przed wzrokiem bliskich, na których to również wywarło piętno.

Jedyne na co „mam ochotę” w tym momencie to płacz, z którym wydostają się te wszystkie emocje zamknięte we mnie.

Przytłacza mnie to wszystko bo w głowie mam wizję zaprzepaszczonych okazjach i momentach, teraz gdy postanowiłam, że wcielam w życie marzenia,że przestaję marzyć o podróżach, a faktycznie zaczynam to robić. Był plan na wakacje, miała być Hiszpania,ja i aparat na dobry początek. A teraz to wszystko jest za daleko, wszystko odłożyło się w realizacji o rok.

Moimi towarzyszkami są dwie czarno- turkusowe kule, które z największą ochotą rzuciłabym przed siebie, za siebie, na bok, gdziekolwiek byle by nie były ze mną. Usiadłabym na  trawie, w spokoju, odcięta od świata, ale wyciszona. Odizolowana- tylko tyle.

Do całej tej zgrai dołączają wszystkie te uczucia, które noszę w sobie,a które nie maja swojego miejsca w Świecie, począwszy od tych jak najbardziej pozytywnych, a kończąc na tych negatywnych.

Zbyt wiele w zbyt krótkim czasie, zbyt intensywnie, ekspansywnie, tak jak gdyby Świat zaśmiał mi się prosto w oczy i wytykał palcem na środku placu.

Wiem, że te dni miną, bo mijają zawsze, bo nie mogą trwać wiecznie , lecz dziś nie wiedzę pozytywów, ani skrawka czegokolwiek co dawałoby mi nadzieję.